Gdy Marcin wyjechał z namiotu tłum był pod wrażeniem. Kuba pękał z dumy, może nawet bardziej niż ojciec Marcina, pan starosta. Pan starosta miał duży udział
w organizacji tego turnieju. On także zapewnił synowi - poza statusem rodowym oczywiście - wykształcenie, broń, zbroję, konia i giermka. Właściwie od urodzenia Marcin wszystko miał zapewnione. Teraz jednak nadszedł moment prezentacji efektów tej inwestycji. Rywalem Marcina był Stanisław, który czekał już w szrankach. Szykował się zaciekły pojedynek, ponieważ pomimo starań pana starosty, wygrać chcieli obaj rycerze.

W końcu ruszyli na siebie w szaleńczym galopie. Tłum zastygł w oczekiwaniu. Ostatecznie z wielkim hukiem obaj trafili w tarcze, ale kopia Stanisława pękła podczas uderzenia. Pękła przy tym tak dziwnie, że aż gawiedź dopatrywała się w tym boskiej interwencji. Marcin z kolei bezbłędnie i spektakularnie zrzucił rywala z konia wygrywając pojedynek.

Cóż to było za zwycięstwo! Sam król pogratulował mu wygranej, nagradzając sporą sakiewką monet, nową zbroją, a co najważniejsze, mianując sędzią ziemskim
i wręczając pięć wsi. Po uroczystym wręczeniu nagród nastąpiła kilkudniowa uczta.

Aż się Kuba wzruszył na myśl o tym, jak wiele nauczył go Marcin.   

Rycerski hełm lśnił niczym lustro, ale wierny giermek Kuba i tak zaciekle go polerował. Reszta bogato zdobionej zbroi była już przygotowana. Dzień był wyjątkowy, toteż Kuba nie szczędził starań. Dziś na sam widok jego pana, rycerza Marcina, wszyscy padną z wrażenia.

Na tym ślubie gościem będzie sam król. Damą serca Marcina okazała się Anna, ale żenił będzie się akurat z Elżbietą. Marcin rycerskie ideały traktował bardzo poważnie, a nieszczęśliwa miłość dworna należała do tego kanonu. Anna była żoną Podskarbiego wielkiego koronnego i Marcin wzdychał do niej ukradkowo. Polecał jej swoje usługi i pisał na jej cześć miłosne pieśni i poematy. Elżbieta zaś była córką samego pana wojewody. Ślub z nią oznaczał nie tylko większe bogactwo, ale może i kolejny awans.

Kuba nie posiadał się ze szczęścia. Jego pan z córką samego wojewody. Jakąż drogę przeszli od owego turnieju. Gdyby nie uczta po tym pamiętnym zwycięstwie, nie poznałby swojej przyszłej żony. A nie jej jednej wpadł w oko. Niektóre ukradkowe spojrzenia rzucały, innym chusty raz po raz upadały, a te bardziej ucztą upojone potrafiły krzyknąć: "Pokaż rycerzu co masz w pancerzu!". Na szczęście Marcin wybrał rozsądnie.

Ceremonia zaślubin była przepiękna, po niej zaś uczta jeszcze większa niż po turnieju. Prezenty były niezwykle szczodre, nowa broń, zbroja, a do tego sporo grosza. Najważniejszym prezentem okazał się oczywiście ten od króla. Marcin, jako zięć Wojewody dostał dziesięć wsi i urząd kasztelana. Rycerz miał więc już pozycję wyższą od własnego ojca, co od zawsze było marzeniem pana starosty. Lepszego wzoru do naśladowania giermek nie mógł sobie wyobrazić. Ta służba była dla niego nie tylko obowiązkiem, ale i zaszczytem.

Aż się Kuba wzruszył na myśl o tym, jak wiele nauczył go Marcin.

Rycerski hełm lśnił niczym lustro, ale wierny giermek Kuba i tak zaciekle go polerował. Reszta bogato zdobionej zbroi była już przygotowana. Dzień był wyjątkowy, toteż Kuba nie szczędził starań. Dziś na sam widok jego pana, rycerza Marcina, wszyscy padną z wrażenia.

Na tę wojnę ruszyli u boku samego króla. Marcin był już w ścisłym gronie zaufanego rycerstwa i z dumą służył swojemu królowi. Oczywiście nie dlatego, że piętnaście wsi dostał w lenno, więc król mógł je w każdej chwili odebrać. To była kwestia cnót rycerskich, których Marcin przestrzegał. Wierność wobec seniora była jedną z nich. Do tego honor, odwaga, pobożność, sprawiedliwość, szacunek do kobiet i hojność. Marcin żadnej z nich nie uchybił. Z honoru i odwagi słynął. Pobożność? Wszak wojna, na którą ruszali, była przeciwko krzyżakom w obronie wiary chrześcijańskiej. Czy wojna dawała rycerstwu profity? Tak, ale to król na nią wezwał a wierność nakazywała posłuszeństwo. Sprawiedliwość? O tym, że stawał po stronie pokrzywdzonych potwierdzi każdy chłop z piętnastu wsi, które na niego pracowały. A wierzył w możliwości swoich chłopów bardziej niż oni sami. Oni do niego "Panie, litości, toż to nie do zrobienia". A on do nich: "Jak nie wy to kto? Jak nie teraz to kiedy?". A szacunek do kobiet? Jego żona Elżbieta nie wiedziała nic o miłości do damy serca Anny. Tak ją szanował. A Anna nawet nie była pewna jego miłości do samej siebie. Cały ten ciężar bohatersko dźwigał sam. No i w końcu hojność, której sam Kuba doświadczył. Dostał nowy miecz i topór. Owszem, wielokrotnie prosił, żeby zamiast topora dostać jakąś porządną zbroję. Jego głowę chronił tylko prosty hełm, a tułów przeszywanica z lnu i wełny, ale też założył, że nikt o zdrowych zmysłach się do niego nie zbliży, widząc wspaniałą zbroję Marcina.

Jak się nie długo później okazało, choć to rycerz miał lepszy hełm, to giermek miał zakuty łeb. Obaj trafili do niewoli. Kuba zastanawiał się co teraz z nimi będzie, ale to też okazało się błędną koncepcją. Nie było czegoś takiego jak "oni", bo Marcin został następnego dnia wykupiony przez zamożną rodzinę. Obiecał jednak swojemu giermkowi pomoc i jako honorowy rycerz słowa dotrzymał. Natychmiast po powrocie do domu poinformował jego rodzinę, że ten jest w niewoli i muszą go wykupić. Sam zaś zajął się poszukiwaniem nowego giermka. Rycerska, choć uboga rodzina Kuby gromadziła środki przez kolejny rok. W tym czasie giermek wdrażał w życie benedyktyńską zasadę "módl się i pracuj". Modlił się i z własnej i z przymuszonej woli, zaś do ciężkiej fizycznej pracy jakoś tam ponoć motywowali go Krzyżacy. Tak czy siak, po roku Kuba odzyskał wolność i wrócił do rodzinnego domu. Tam niestety czekały już kolejne złe wieści. Jego wykupienie tak obciążyło rodzinę, że nie było żadnych szans, by w ciągu najbliższych lat zgromadzili środki na zbroję. To z kolei oznaczało koniec marzeń o rycerstwie. O dziwo giermek nie załamał się. Przeciwnie, wszem i wobec rozgłaszał, że sytuację tę przyjął z pokorą
i zrozumieniem, albowiem taki właśnie plan miały na niego niebiosa. I że w związku z tym postanowił wejść w stan duchowny. Kto wie, czy tak szybko znalazłby nową drogę życiową, gdyby nie ten rok modlitw w niewoli?

Aż się Kuba wzruszył na myśl o tym, jak wiele nauczył go Marcin.

Rycerski hełm lśnił niczym lustro, ale wierny giermek Kuba i tak zaciekle go polerował. Reszta bogato zdobionej zbroi była już przygotowana. Dzień był wyjątkowy, toteż Kuba nie szczędził starań. Dziś na sam widok jego pana, rycerza Marcina, wszyscy padną z wrażenia.

Tej egzekucji przyglądać miał się sam król. Jak to mówią: "Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci". Nic tak nie relaksowało Kuby jak polerowanie tych wszystkich zbroi, które kiedyś należały do Marcina.

"Pomóż mi Jakubie!" - krzyk Marcina z lochu przerwało na moment relaks Kuby. "Ratuj mnie biskupie!" - wołał. "Arcy!" - odkrzyknął mu Kuba, wracając do czynności, która pozwalała mu odetchnąć od obowiązków kościelnych, państwowych i zarządzania wsiami. 

Głupio się ułożyło w życiu Marcina. Sekretna miłość do damy serca Anny jakoś tam jednak wypłynęła. Ktoś podobno przypadkiem znalazł i te miłosne pieśni i poematy. Dziwny był ten przypadek i wielu dworzan podejrzewano, że mieli udział w tej sytuacji. Właściwie z kręgu podejrzeń wykluczono tylko osobę duchowną - arcybiskupa Jakuba. Ta miłosna twórczość to niby nic strasznego, ale jeżeli mąż obiektu westchnień jest wściekle zazdrosnym Podskarbim wielkim koronnym, to sytuacja się komplikuje. O wszystkim dowiedział się też oczywiście ojciec jego żony Elżbiety - pan wojewoda - i wpadł w szał. Obaj wezwali Marcina na rozmowę, a wtedy ten niestety tłumacząc się im powiedział, tu cytat: "że diabeł go podkusił". Niby wielu czasem tak chlapnie, ale niewielu podpada dwóm tak wysokim dostojnikom naraz.

Ruszył błyskawiczny proces, w którym rycerz uznany został za opętanego
i skazany na śmierć przez spalenie na stosie. Na szczęście w porę udowodnił arcybiskupowi Jakubowi swoją pobożność, przepisując na niego cały swój majątek. Ten zaś, w podzięce za tyle lat nauki zamienił mu stos na wygnanie. Kuba podzielił się uzyskanym majątkiem z podskarbim i wojewodą wiedząc, jak wiele przeszli. Z dziedzińca dobiegał już wrzask gawiedzi obrzucającej wyprowadzanego z lochu, odzianego w wór pokutniczy Marcina czym popadło. To ten były rycerz pokazał arcybiskupowi czym jest honor, odwaga, wierność, sprawiedliwość, szacunek do kobiet, hojność, no i pobożność oczywiście.

Aż się Kuba wzruszył na myśl o tym, jak wiele nauczył go Marcin.

„Skryba”