Bogusław Jastrzębski Godło: Żywica - Niemoralny przewodnik po średniej wielkości miasteczku
Każde miasteczko ma swoje trupy w szafie i stryczki, o których nie mówi się w domu powieszonego. Są jednak śmiałkowie, którzy wyszukują wstydliwe historie i Karol był właśnie takim kolekcjonerem niemoralnych opowiastek o swym nobliwym mieście. Nie interesowały go bohaterskie czyny, powstańcze zrywy, kombatanckie opowieści z ziemianek i te nowsze zalatujące farbą z powielaczy.
Mirosław Fydrych - Pojętny giermek
Rycerski hełm lśnił niczym lustro, ale wierny giermek Kuba i tak zaciekle go polerował. Reszta bogato zdobionej zbroi była już przygotowana. Dzień był wyjątkowy, toteż Kuba nie szczędził starań. Dziś na sam widok jego pana, rycerza Marcina, wszyscy padną z wrażenia.
Ten turniej oglądał będzie sam król. Tymczasem w namiocie Kuba kończył właśnie zakładać zbroję Marcinowi. Waleczne serce rycerza osłoni kirys z najwyższej jakości stali. Tej samej klasy zarękawia i naramienniki, nagolenniki i nakolanniki. A te rękawice, a te buty płytowe, o kolczudze nie wspinając - istne dzieła sztuki płatnerskiej. Wspaniały bojowy koń, strojny nie mniej od swego pana czekał już gotów ze wszystkimi w namiocie. Rycerze szybko odkryli, że na koniu można odważnie stać, dzielnie walczyć i z honorem w niego spadać. Nie można z kolei, pod żadnym pozorem, wsiadać na niego publicznie. Wtedy bowiem, bez względu na późniejsze dokonania, ludzie i tak zapamiętają tylko żałosne gramolenie się góry stali na to biedne zwierzę. Trochę wspinaczki i szarpaniny dało oczekiwany efekt. Rycerz znalazł się na koniu, a giermek podał mu czterometrową jesionową kopię.
Joanna Gryziewicz - Biuro Rzeczy Zagubionych
To wszystko wydarzyło się w poniedziałek, czyli w dzień kiedy nawet budzik dzwoni z poczuciem winy. Wstałem się jak zwykle o 5:09. Podbiegłem do łóżka Mojego Człowieka i delikatnie liznąłem go po policzku. Pańcio najpierw głęboko westchnął, a potem przeciągnął się (trochę jak kot). Wiedział, że musi wstać bo czeka na nas trawnik przed blokiem.
Myślałem, że będzie jak co dzień: węszenie, siku na latarnię przy bloku, machnięcie ogonem do ulubionej sąsiadki – właścicielki przepięknej kundlicy Soni. Mój Człowiek otworzył drzwi klatki schodowej i poczułem całą symfonię zapachów: przemyślenia egzystencjalne jamnika z parteru, romantyczną nutę suczki z naprzeciwka czy zagadkę kryminalną piwnicznego kota. Na najbliższym krzaku zostawiłem wiadomość: krótką ale treściwą. Odwróciłem głowę…i nagle stało się coś strasznego…Mój Człowiek zniknął! Zniknął w sposób, który można określić mistrzostwem znikania!
Witold Pelka Godło: Miśkiewicz
Moja Droga! Pozwól tu proszę. Stań sobie wygodnie. Jesteś moją czwartą dziewczyną. Trzy poprzednie odmówiły mi swojej ręki, nie wiedzieć czemu, wszak przedstawiłem im wszystkie faktury i rozliczenia. Tak więc, jak sama widzisz, cztery odjąć trzy, daje nam jeden, a więc Ty jesteś jeden, żeby nie powiedzieć: Jedyną. Jesteśmy ze sobą od 92 dni i 15 godzin. Pozwól, że minuty sobie podaruję. Czyli wrzucę w koszty. W tym czasie wydałem na Ciebie, ukochana, 2578 zł i 45 gr. Głównie na jedzenie, bo koszt kwiatów wpisałem w fundusz reprezentacyjny. Mam nadzieję, że to nie problem? Paragony wkleiłem w specjalnym zeszycie i w razie czego masz je do wglądu. Przyznam się od razu do małego nadużycia, 14 lutego nie dostałem paragonu za lody, które Ci kupiłem w budce przy Placu Bankowym, bo zabrakło taśmy w kasie. Bądź jednak spokojna, następnego dnia poszedłem do tego sprzedawcy i kupiłem podobną porcję, tym razem dla siebie, ale o 13 groszy droższą, tak więc paragon, z małym nadużyciem, jednak mam. Gdybyś więc prowadziła swoją książkę przychodów i rozchodów, w co głęboko wierzę, możesz czuć się zaniepokojona różnicą owych 13 grosików, więc spieszę z wyjaśnieniami. W razie potrzeby zrobimy odpis poświadczony przez sprzedawcę.




.jpg)





